Michael Bisping wspomina spotkanie w klubie z Nickiem Diazem

Michael Bisping opowiada o swojej przyszłości, ewentualnej walce oraz imprezie z Nickiem Diazem.

Po niespodziewanej serii pięciu zwycięstw, podczas której Michael Bisping rozsiadł się na tronie kategorii średniej, nadeszła pora na dwie porażki z rzędu. W listopadzie ubiegłego roku Brytyjczyk został uduszony przez Georgesa St-Pierre’a i znokautowany przez Kelvina Gasteluma, co mocno przybliżyło go do przejścia na sportową emeryturę.

Hrabia od kilku miesięcy nie potrafi jednak się zdecydować, co zrobić ze swoją karierą – stoczyć pożegnalną walkę, czy już teraz zawiesić rękawice na kołku?

Nic więc dziwnego, że tu i ówdzie pojawiają się różne pogłoski na temat przyszłości Bispinga. W ostatnim czasie popularna była teza, jakoby 39-latek miał skrzyżować rękawice z popularnym Nickiem Diazem, lecz główny zainteresowany jej zaprzeczył.

„Nie walczę z Nickiem Diazem. To jakaś kompletna bzdura” – powiedział Bisping podczas audycji Believe You Me. „Nawet nie rozmawiałem o tym z UFC, słowa mi o tym nie powiedzieli.”

„Szczerze mówiąc, jestem trochę oburzony na Ultimate Fighting Championship. Co jest, do kurwy?!”

Były mistrz zdradził, że w przeszłości próbował doprowadzić do pojedynku z Diazem, lecz nie był nawet bliski uzgodnienia satysfakcjonujących obu zawodników warunków.

Mimo to, Brytyjczyk nie ukrywa, że darzy Amerykanina szczerą sympatią.

„Z Nickiem Diazem wiąże się pewna historia” – powiedział Bisping. „Jakiś czas temu byłem w Nowym Jorku. Zajmowałem się jakimś PRem dla UFC, poszedłem do klubu ze swoim kumplem i stało się – widzę Nicka Diaza. To świetny gość, dobrze spędziliśmy razem czas, trochę wypiliśmy, pobawiliśmy się. Wtedy on zasugerował, że powinniśmy zawalczyć w kategorii 170 funtów. Odpowiedziałem, że nie dam rady zmieścić się w 170, więc rozważaliśmy catchweight i powiedziałem wtedy: ‚Nick, chciałbym to zrobić. Naprawdę wiele znaczysz w tym sporcie.'”

„To była naprawdę przyjemna rozmowa. Nie było tam zgrywania twardziela, rozumiesz? Nie było kozaczenia. Podszedłem do tego w stylu: ‚No dawaj ziom, musisz przejść wyżej, ledwo mieszczę się w limicie 185’ i inne takie. Szczerze, myślę, że po prostu obaj mieliśmy z tego radochę. Nie przeistoczyło się to w prawdziwą rozmowę o walce i oczywiście, od tamtej pory został zawieszony – cała ta sprawa z zielskiem jest niedorzeczna, całkowicie absurdalna. Na szczęście, komisja zrobiła, co do niej należało i może wrócić. Nie wiem, skąd się wzięły te pogłoski i nie wiem, kto je wygłosił, ale to jest absolutna bzdura. Nikt mi nic nie mówił, UFC się nie odzywało, mój menadżer z nikim nie rozmawiał.”

Wygląda więc na to, że nie dane nam będzie ujrzeć pojedynku Bisping z Diazem. Hrabia zasugerował, że po prostu nie ma już siły trenować tak ciężko, jak kiedyś i nawet zmieszczenie się w limicie kategorii średniej jest dla niego problematyczne.

Trudno jednak oczekiwać, by walczący na co dzień w dywizji półśredniej Nick chciał stoczyć pojedynek w limicie 195 funtów.

„Jedynym problemem jest to, że jeśli zawalczę, chciałbym to zrobić w 205 funtach” – wyznał Bisping. „Przez ostatnie 10 lat wypełnienie limitu 185 funtów było naprawdę ciężkie. To wcale nie jest łatwe zadanie.”

„Jeżeli mam zawalczyć jeszcze raz, zrobię to w kategorii półciężkiej. Albo w catchweightcie, może w 195, czy czymś takim. Ale limit 185 funtów jest dla mnie zbyt trudny. Jeśli więc Nick zechce przejść wyżej, zrobimy to. Jeśli przejdzie do 195 funtów, wchodzę w to!”

Michael Bispingz-Latest news