Frank Mir - USA TODAY Sports

Frank Mir: ‚Wybrałbym walkę z Brockiem, choćby go mieli wyciągnąć z łoża śmierci’

✅ Były mistrz kategorii ciężkiej UFC, Frank Mir opowiada o różnicach między Fedorem Emelianenko, a Brockiem Lesnarem ✅

Mimo, że nikt nie ma wątpliwości, że Fedor Emelianenko jest jednym z największych zawodników wszechczasów, nie dane mu było zostać gwiazdą formatu Georgesa St-Pierre’aConora McGregora czy innych popularnych zawodników.

Wielkie sukcesy Ostatniego Cesarza nie miały wielkiego przełożenia na zainteresowanie jego osobą w Stanach Zjednoczonych.

Dwie, sygnowane przez Fedora gale Affliction łącznie sprzedały zaledwie 190 000 pay-per-view, zaś ostatnia gala Bellatora z udziałem Rosjanina sprzedała ich zaledwie 90 – 130 tysięcy.

Sposobiący się do walki z Fedorem, Frank Mir opowiedział Damonowi Martinowi MMAnytt, w czym leży przyczyna tak nikłego zainteresowania legendarnym ciężkim.

„Wiem, że UFC było naprawdę zainteresowane zakontraktowaniem go, ale gość postrzelił się w stopę” – powiedział Mir. „Strzałem w stopę była walka z Arlovskim. Zawalczył tu i wiecie co? Wykręcone liczby nie były zbyt imponujące. Więc uznali, że nie jest wart tylu milionów, o ile prosi. Nie potrafi sprzedać gali, nikt nie chce go oglądać.”

„Skoro nie udziela wywiadów, ludzie nie są nim zainteresowani. Co by nie było, nie jest Conorem McGregorem, ani Brockiem Lesnarem.”

Niechęć do rozmów z dziennikarzami i niewiele interakcji z fanami nie może zaowocować wielkim zainteresowaniem zawodnikiem. Amerykanin szczerze przyznał, że gdyby miał możliwość wyboru, stoczyłby trzeci pojedynek z popularnym Brockiem Lesnarem, zamiast tajemniczym Emelianenko.

„Brock nie jest nawet bliski osiągnięć Fedora” – powiedział Mir. „Ale gwarantuję, że gdybyście mi zaproponowali walkę z wpływem za PPV, wybrałbym Brocka. Nawet gdyby mieli go wyciągnąć z łoża śmierci. Brock wie, jak sprzedać walkę. Ludzie chcą go oglądać.”

„Fedor nikogo nie obchodzi.”

Były mistrz wagi ciężkiej UFC opowiedział także o sytuacji, która wydarzyła się na początku roku. Ostatni Cesarz nie stawił się na próbie generalnej przed spotkaniem z dziennikarzami, w związku z czym zaliczył na nim pewnego rodzaju wtopę.

„Sam sobie to robi. Taki jest Fedor. Nie chce udzielać wywiadów” – wyjaśnił Mir. „W styczniu była karta Bellatora z Chaelem i Quintonem i pytali wszystkich ciężkich z Grand Prix, mieliśmy przez to przejść. Ja, Ryan Bader, King Mo, Mitrione, wszyscy pojawiliśmy się na próbach, bo wiemy, że to część pracy zawodnika. Ale Fedor się nie pojawił.”

„To po prostu pokazuje jego nastawienie. Potem wszedł na niewłaściwe miejsce. Nawet nie wiedział gdzie ma stanąć, bo nie będzie przecież przychodzić na próby. ‚Jestem zawodnikiem, płacą mi za walkę’. Wcale, że nie. Jesteś zawodnikiem, ale jest tylko jeden Conor, jeden Chael, nie wszyscy musimy być tacy. Ja taki nie jestem. Ale nadal musisz być otwarty i dać ludziom powód, by Cię oglądali.”

Amerykanin zwrócił uwagę, że na luksus lekceważącego podejścia do mediów mogą sobie pozwolić tylko niektórzy zawodnicy, lecz z całą pewnością nie należy do tego grona ani on, ani Fedor.

Obojętnie, czy ktoś będzie Mirowi życzył zwycięstwa czy porażki – liczy się tylko to, czy obejrzy jego pojedynek.

„Znam tylko jednego sportowca, któremu może ujść na sucho bycie kompletnym kutasem dla swoich fanów” – ocenił Mir. „I jest to Brock. Ale on jest wielką gwiazdą, pewnie sprzedałby bilety na swoje wyjście do łazienki. On po prostu ma to coś. Ja tego nie mam, Fedor też nie, więc musimy wyjść i zrobić swoje.”

„Musimy odbierać telefony, udzielać wywiadów, działać tak, by ludzie mówili: ‚chcę zobaczyć walkę tego gościa’. Albo chcesz, żebym dostał w gębę, albo połamał komuś rękę, po prostu potrzebuję Twojego zainteresowania.”

Własnez-Latest news