Justin Gaethje & Dustin Poirier - USA TODAY Sports/Kyle Terada & Sean Porkorny

Analizy i typowanie UFC on FOX 29: Poirier vs Gaethje

✅ Analizy, typowanie i ocena szans uczestników z gali UFC on FOX 29: Poirier vs Gaethje ✅

W najbliższą sobotę, podczas walki wieczoru gali UFC on FOX 29 dojdzie do niezwykle widowiskowo zapowiadającego się pojedynku na szczycie kategorii lekkiej.

Były mistrz World Series of FightingJustin Gaethje (MMA 18-1) zmierzy się z utalentowanym weteranem, Dustinem Poirierem (MMA 22-5).

Starcie to na papierze śmiało może kandydować do miana walki roku 2018, bowiem obaj zawodnicy słyną z agresywnego podejścia i zamiłowania do wymian w stójce.

Do akcji powróci także były, tymczasowy mistrz kategorii półśredniej, Carlos Condit (MMA 30-11), który skrzyżuje rękawice z ciężkorękim Alexem Oliveirą (MMA 17-5-1, 2 NC).

Jak Diament poradzi sobie z wywieraną przez Gaethjego presją? Czy Condit da radę pokonać Kowboja?

Zapraszam do lektury poniższych analiz.

#5 Dustin Poirier vs #6 Justin Gaethje – 155 lbs

Gdy w ubiegłym roku Justin Gaethje zadebiutował w UFC, momentalnie skradł serca fanów swoim widowiskowym, polegającym na blokowaniu uderzeń rywali twarzą stylem walki. Czy jednak warto płacić taką cenę za sympatię widzów? Odpowiedź Justina brzmi: „tak”.

Gaethje jest wyjątkowo agresywnym zawodnikiem, który uwielbia wymieniać się ciosami w półdystansie. Często podejmuje niepotrzebne ryzyko i chętnie przyjmie uderzenie tylko po to, żeby odpowiedzieć własnym. Mimo, że jego ciosy  nie są szczególnie szybkie, to ich ilość złamała niejednego już rywala. Justin umiejętnie łączy uderzenia na głowę, korpus i nogi.

Największym koszmarem dla rywali byłego mistrza WSOF są właśnie niskie kopnięcia, które Amerykanin wyprowadza często i to z najgorszymi intencjami. Justin najbardziej bryluje, gdy uda mu się zapędzić rywala pod siatkę, w czym mocno pomagają mu ograniczające mobilność low kicki.

Defensywa Gaethjego chwilami wygląda wręcz tragicznie i zazwyczaj opiera się na schowaniu się za (dziurawą) podwójną gardą. Zwykle jednak nie był to większy problem dla Amerykanina, któremu w sukurs przychodziła twarda głowa. Z czasem jednak nawet najmocniejsza szczęka kruszeje, czego po raz pierwszy Justin doświadczył w poprzedniej walce.

Obrona przed obaleniami w wykonaniu Gaethjego stoi na naprawdę wysokim poziomie, i chociaż dawał się już przewracać zapaśnikom słabszym od Poiriera, to nie byli oni w stanie utrzymać Highlighta w parterze.

Pod względem technicznym Dustin Poirier jest zawodnikiem wręcz wybitnym. Świetna praca prawym prostym (Poirier jest mańkutem), szybkie lewe proste i sierpowe oraz nieszablonowe kombinacje są u niego na porządku dziennym. Od czasu do czasu Diament zaatakuje kopnięciem okrężnym na korpus lub nogę rywala, jednak to boks jest jego największą bronią.

Poirier dobrze potrafi wyczuwać dystans i uderza bez porównania mocniej, niż Gaethje. Problem jednak w tym, że gdy Dustin zrani rywala, często wdaje się w bójkę, a jego szczęka do najmocniejszych nie należy. Miewał także problemy z przyjmowaniem low kicków, w których to Gaethje się specjalizuje.

Zapasy i gra parterowa Poiriera są solidne i myślę, że nawet, jeżeli nie uda mu się przewrócić rywala, to będzie mógł dezorientować go próbami obaleń. A skoro o mąceniu w głowie rywala mowa – grzechem byłoby nie wspomnieć, że Diament często powtarza te same uderzenia lub je markuje.

Gaethje lubi inicjować wymiany obszernym, długim i przede wszystkim powolnym prawym podbródkowym, co naraża go na soczyste kontry – idealną opcją jest odpowiedź lewą ręką, zwłaszcza w wykonaniu mańkuta. Poirier z kolei ma prawdopodobnie  najcięższe ręce w kategorii lekkiej (nie licząc nieaktywnego Conora McGregora), bowiem nie tylko był o włos od znokautowania Eddiego Alvareza, ale też jako jedyny w historii uśpił Bobby’ego Greena.

Poirier jest lepszym zawodnikiem, i walkę może przegrać praktycznie tylko na własne życzenie. Wierzę, że jeśli nie wda się w bójkę i utrzyma walkę w dystansie bokserskim – a wbrew popularnej opinii, Gaethje wcale nie ma wybitnej kondycji – da radę ubić rywala.

Nie wiadomo, jak na postawę Gaethjego wpłynie nokaut z rąk – a właściwie kolana – Alvareza. Być może tym razem ujrzymy innego Justina, spokojniejszego i bardziej taktycznego. A być może wściekłego i jeszcze bardziej agresywnego.

Były mistrz WSOF jednak wiele razy znajdował się na granicy utraty przytomności, a jego szczęka twardsza już nie będzie. Poirier jest lepszym i mocniej bijącym bokserem, niż Alvarez i ma bez porównania lepszą kondycję, niż Michael Johnson, której to MJowi zabrakło mu do odniesienia zwycięstwa nad Gaethjem. Dustin nie jest jednak w stanie znieść tak wielu uderzeń, jak dwaj poprzedni rywale Highlighta.

Nie opadnie mi szczęka, jeżeli Diament po raz kolejny wda się w niepotrzebną bójkę, lub jeśli Gaethje zmasakruje mu nogę kopnięciami, jednak znacznie bliżej jest mi do opcji, w której Poirier ciężkimi uderzeniami usypia rywala. Dustin Poirier KO

Dustin Poirier 65 – 35 Justin Gaethje

Dustin Poirier – USA TODAY Sports/Peter Casey

#12 Carlos Condit vs Alex Oliveira – 170 lbs

Carlos Condit nie przez przypadek otrzymał przydomek Natural Born Killer. W przeszłości Amerykanin potrafił wywierać zabójczą wręcz presję na rywalach, ostrzeliwując ich masą frontów, low kicków, kopnięć na kolana. Słynął też z mocnych łokci, latających kolan i obrotowych backfistów.

Nic jednak nie trwa wiecznie i Condit jest tego najlepszym przykładem. Po kontrowersyjnej porażce z Robbiem Lawlerem w walce o pas mistrzowski, motywacja Amerykanina wyraźnie spadła. Pół roku później NBK został szybko poddany przez Demiana Maię, po czym zrobił sobie 16-miesięczną przerwę. Niepokoić może też fakt, że według słów Condita, został on naruszony uderzeniem Maii w parterze.

Do akcji Amerykanin powrócił w grudniu 2017, gdy podczas UFC 219 został wypunktowany przez Neila Magny’ego – i trzeba przyznać, że był to najsłabszy występ w karierze Condita. Popełnił masę błędów, począwszy od inicjowania klinczu z silniejszym rywalem, poprzez łapanie tajskiego chwytu, gdy ten miał zapiętą klamrę, aż po spamowanie low kicków, z łatwością przechwytywanych przez Magny’ego.

Natural Born Killer był wyraźnie wolniejszy niż zwykle; nic też nie zostało z jego niegdyś groźnej gry parterowej, bowiem zanim świat usłyszał o Tonym Fergusonie, to właśnie Condit terroryzował rywali łokciami z dołu.

Po drugiej stronie oktagonu stanie Alex Oliveira, który może i nie jest technicznym wirtuozem, jednak posiada fundamenty potrzebne, by zdominować byłego mistrza. Przede wszystkim, Brazylijczyk jest solidnym zapaśnikiem, który powinien bez większych problemów obalać Condita.

Swoją stójkę Oliveira opiera głównie na mocnych, pojedynczych uderzeniach – na szczególną uwagę zasługuje prawy prosty – oraz kopnięciach frontalnych lub okrężnych. Brazylijczyk najlepiej czuje się w ataku, lecz potrafi również w tempo wystrzelić z kontrą.

Uważam jednak, że najprostsza droga do zwycięstwa wiedzie przez zapasy. Oliveira nie powinien mieć większych – być może nawet żadnych – problemów z przeniesieniem walki do parteru. Znajdując się na plecach, na tym etapie kariery Amerykanin nie powinien stanowić praktycznie żadnego zagrożenia.

Istotne są tutaj jednak czynniki pozaoktagonowe, które działają na niekorzyść obu zawodników – Condit twierdzi, że ostatnio zmagał się ze sporymi problemami osobistymi i po prostu zawiodła go psychika. Nie mamy żadnej gwarancji, że i tym razem sytuacja się nie powtórzy. Z drugiej strony, Oliveira zaakceptował pojedynek na niecałe 2 tygodnie przed galą, a w przeszłości zdarzało mu się zawodzić kondycyjnie.

Biorąc pod uwagę powyższe argumenty, ciężko tutaj w pełni zaufać jednemu, lub drugiemu zawodnikowi. Uważam jednak, że to Brazylijczyk wyjdzie z tej walki zwycięstwo, przy pomocy zapasów odsyłając Condita na zasłużoną emeryturę. Trudno jednak całkowicie skreślić tutaj byłego mistrza, zwłaszcza z uwagi na podejrzaną kondycję KowbojaAlex Oliveira decyzja

Alex Oliveira 70 – 30 Carlos Condit

Alex Oliveira – USA TODAY Sports/Jason Silva

Własnez-Latest news