Analizy i typowanie gali UFC Fight Night 125: Machida vs Anders

Analizy najciekawszych walk z gali UFC Fight Night 125: Machida vs Anders.

Podczas sobotniej gali UFC Fight Night 125, były mistrz kategorii półciężkiej, Lyoto Machida (MMA 22-8) zmierzy się z dobrze prosperującym Erykiem Andersem (MMA 10-0).

Czy Smok rozpali tlący się w nim żar, przerwie pasmo porażek i pokona ciężkorękiego Amerykanina?

#13 Lyoto Machida vs Eryk Anders – 185 lbs

Eryk Anders jest odwrotnie ustawionym i agresywnym strikerem, który posiada siłę ciosu i całkiem niezłe wyczucie dystansu. Jego plan na walkę polega na zamykaniu rywali pod siatką i zasypywaniu ich mocnymi ciosami w dystansie bokserskim. Podoba mi się jego mocny lewy cross, jednak uważam, że może – choć absolutnie nie musi – mieć w tej walce sporo kłopotów. Anders często skupia na ataku, trzymając szczękę w górze, a ręce nisko, co może przypłacić nokautem, bo Machida posiada znakomite umiejętności walki z kontry. W ostatniej walce Amerykanin pokazał dosyć ciekawe zapasy, choć nie sądzę, by dał radę obalać sobotniego rywala.

Czasy Lyoto Machidy bezpowrotnie przeminęły. Czy jednak Smok upadł tak nisko, by dać się ubić Andersowi? Swoją legendę Machida zbudował na wycofywaniu się podczas ataku rywali i błyskawicznym doskoku z ciosami. Problem w tym, że styl Brazylijczyka bazuje na szybkości i precyzji, a wraz z wiekiem, właśnie szybkość zanika pierwsza. Machida ma już 39 lat, przez 2 lata był zawieszony za substancje dopingujące, a w ostatniej, powrotnej walce przegrał przez ciężki nokaut.

Trudno ocenić skalę regresu Brazylijczyka. Podczas ostatniej walki, mierząc się z Derekiem Brunsonem, Machida wyglądał całkiem dobrze – oczywiście, do czasu nokautu. Brunson jednak jest dynamicznym, mocno bijącym zawodnikiem i to samo można powiedzieć o Andersie. Typowanie tej walki to po prostu wróżenie z fusów, bo nikt, poza samym Machidą nie jest w stanie określić położenia, w którym się znajduje. Myślę, że Lyoto posiada znacznie lepsze szlify techniczne, jednak obawiam się, że ponownie ulegnie młodszemu, mniej rozbitemu rywalowi. Eryk Anders KO

Eryk Anders 55 – 45 Lyoto Machida

Eryk Anders – USA TODAY Sports/Brad Penner

Anthony Smith vs #15 Thiago Santos – 185 lbs

Trudno mi wyobrazić sobie, by Anthony Smith (MMA 28-12) miał cokolwiek do powiedzenia w tej walce. Lionheart jest duży i twardy, ale niewiele ponad to. Jego stójka opiera się na cepach i sporadycznych kopnięciach, trudno tam doszukać się wyrafinowanej techniki lub kombinacji. Smith bywa przeraźliwie pasywny, a jego garda jest dziurawa, przez co mimo dużego zasięgu, przyjmuje masę niepotrzebnych ciosów. Na plus można mu zaliczyć to, że w półdystansie potrafi rzucić ciekawym łokciem. Zapasy Amerykanina są przeciętne i wątpię, by dał radę przenieść walkę do parteru. Z całą pewnością nie będzie do tego dążył Santos, pozostaje więc walka w stójce, gdzie to Brazylijczyk będzie rozdawać karty.

Thiago Santos (MMA 16-5) ochoczo korzysta z ciosów prostych, choć potrafi robić bardzo dobry użytek z lewego sierpowego. Maretta potrafi kopać na każdej wysokości – fronty na korpus, low kicki, kopnięcia wysokie czy obrotowe. Zawodnicy szczupli i wysocy zwykle są bardziej narażeni na obrażenia przyjęte na korpus i tak jest w przypadku Smitha, który kulił się po przyjęciu na wątrobę kopnięcia Hectora Lombarda. Trudno ocenić kondycję Brazylijczyka, który ostatni raz wyszedł do trzeciej rundy pod koniec 2015 roku – wyglądał wtedy jednak solidnie.

W starciu z Lombardem, Lionheart nie miał kompletnie nic do powiedzenia, dopóki ten się spompował. W ciągu 10 minut Smith przyjął prawie 30 niskich kopnięć oraz kilka middle kicków, które wyraźnie odczuł. Nie sądzę, by i w tym pojedynku Smith równie bezkarnie przyjmował kopnięcia, jednak trzeba mieć świadomość, że Santos jest znacznie lepszym technicznie i kondycyjnie kickboxerem, niż Lombard. Myślę, że Brazylijczyk naruszy rywala kopnięciem na wątrobę i dobije go ciosami. Thiago Santos TKO 

Thiago Santos 80 – 20 Anthony Smith

Thiago Santos – USA TODAY Sports/Jason Silva

Tim Means vs Sergio Moraes – 170 lbs

Uwielbiam oglądać zawodników pokroju Tima Meansa (MMA 27-9). Co prawda, Dirty Bird nie jest najbardziej utalentowanym półśrednim, ale w każdym występie daje z siebie wszystko. Means walczy z odwrotnej pozycji i narzuca rywalom wysokie tempo, zasypując ich głównie prostymi. Od czasu do czasu rzuci też kopnięcie niskie lub frontalne, jednak klucz stanowią właśnie długie ciosy proste. Gdy walka trafi do klinczu, Amerykanin razi rywali mocnymi łokciami i kolanami. Jego zapasy stoją na dosyć wysokim poziomie – trudno jest go obalić, a jeśli komuś się to uda, Means zwykle szybko wraca na nogi. Wyjątkiem jest rewanżowa walka z Alexem Oliveirą, jednak na usprawiedliwienie Amerykanina trzeba wspomnieć, że uszkodził sobie stopę już pierwszej minucie pojedynku. Od czasu do czasu Means sam inicjuje obalenia, choć w najbliższej walce nie byłoby to rozsądnym pomysłem.

Po drugiej stronie klatki znajdzie się Sergio Moraes (MMA 12-3-1). Brazylijczyk jest solidnym grapplerem i niewiele ponad to. W stójce Moraes jest powolny i przewidywalny, lubi wyprowadzać obszerne i ślamazarne overhandy. Gubi się pod presją i brakuje mu wyczucia oktagonu; wielokrotnie wpada plecami na siatkę, co przypłacił przyjęciem nokautującego prawego od Usmana. Mimo, że na plus można mu zaliczyć lewy sierpowy, w stójce spodziewam się różnicy dwóch klas na korzyść Meansa. Swoich szans Brazylijczyk musi szukać w parterze, jednak czy zawodnicy tam się znajdą? Szczerze w to wątpię. Przede wszystkim, w ostatnim czasie Moraes toczył walki w stójce, rzadko próbując zmieniać płaszczyznę. A nawet, gdy próbował obaleń, niewiele z tego wynikało, bo po prostu nie jest dobrym zapaśnikiem.

Opieranie się na statystykach bywa zgubne, jednak według oficjalnych danych UFC, Moraes ma jedynie 30% skuteczności w przenoszeniu walki do parteru, a w stójce trafia rywali z prawie dwukrotnie mniejszą częstotliwością, niż Means. Dirty Bird ma znacznie lepszą kondycję, a jego agresywny styl walki zmusza rywali do ciągłego wysiłku. Nie wykluczam, że Moraes w końcu pójdzie po rozum do głowy i skorzysta z grapplingu, jednak myślę, że Means powstrzyma obalenia i rozbije oponenta w stójce. Tim Means TKO

Tim Means 80 – 20 Sergio Moraes

Tim Means – USA TODAY Sports/Joshua Dahl

#14 Timothy Johnson vs Marcelo Golm – 265 lbs

Oglądając Marcelo Golma (MMA 6-0) w akcji, przed oczami staje mi dwudziestokilkuletni Vitor Belfort. Brazylijczyk ma bardzo szybkie ręce, uderza mocno, czasem rzuci dynamiczne kopnięcie. W klinczu potrafi technicznie podebrać nogę rywala i go obalić, a w parterze porusza się zwinnie, bez trudu przechodząc pozycje i zasypując oponenta celnymi ciosami. Problem w tym, że 25-latek nigdy nie mierzył się z solidnym rywalem. Golm stoczył dopiero 6 walk, w tym jedną w UFC, mierząc się z prawdopodobnie najsłabszym od lat zawodnikiem UFC, Christianem Colombo. Czas, który spędził w ringu/klatce podczas zawodowej kariery wynosi zaledwie 10 minut i 52 sekundy. Nie mamy więc pojęcia, jak Marcelo będzie wyglądał kondycyjnie w drugiej rundzie pojedynku.

Mimo, że Tim Johnson (MMA 11-4) nie jest szczególnie utalentowanym zawodnikiem, warsztat jego umiejętności może wystarczyć na Golma. Johnson jest stereotypowym, nieporywającym amerykańskim zapaśnikiem, który dąży do klinczu i obijania rywala pod siatką. Oczywiście próbuje również obalać, jednak jeśli ta sztuka się nie uda? Cel uświęca środki, a celem jest zwycięstwo. Brudny boks pod siatką zwykle wystarcza, by wygrać. Stójka Johnsona jest przeciętna, ale nie można odmówić mu siły uderzenia. Według mnie jednak Brazylijczyk ma w tej płaszczyźnie gigantyczną przewagę. Mimo, że w ostatniej walce padł pod ciosami Juniora Albiniego, Johnson posiada solidną szczękę. Również kondycyjnie prezentuje się naprawdę dobrze i jeśli przetrwa początkowy napór rywala, spodziewam się, że przejmie stery pojedynku w swoje ręce.

Technika Golma w stójce i parterze stoi na wysokim poziomie, ale nie wiemy, jak poradzi sobie ze 120 kg zapaśnikiem. Johnson jest silnym i zaprawionym w bojach zawodnikiem, który z niejednego pieca chleb jadł i w każdej walce daje z siebie wszystko. Ostatecznie postawię na to, że Johnson zamęczy rywala zapaśniczo, jednak brew mi nawet nie drgnie, jeśli padnie znokautowany w 1 rundzie. Tim Johnson TKO

Tim Johnson 51 – 49 Marcelo Golm

Tim Johnson – USA TODAY Sports/Tommy Gilligan

Własnez-Latest news