Analizy i typowanie gali UFC 221: Romero vs Rockhold

✅ Analizy, typowanie i ocena szans zawodników z gali UFC 221: Romero vs Rockhold ✅

Już 10 lutego odbędzie się pojedynek na szczycie kategorii średniej, który pozwoli wyłonić tymczasowego mistrza tej kategorii.

Pierwotnie Luke Rockhold (MMA 16-3) miał zmierzyć się z Robertem Whittakerem, jednak na skutek kontuzji czempiona, Amerykanin stanie naprzeciwko Yoela Romero (MMA 12-2).

W co-main evencie ulubieniec australijskiej publiczności, Mark Hunt (MMA 13-11-1) skrzyżuje rękawice z perspektywicznym, choć wciąż nieco nieopierzonym Curtisem Blaydesem (MMA 8-1).

Czy Żołnierz Boga otrzyma szansę rewanżu z Whittakerem? Czy Blaydes uciszy tłumy Australijczyków?

#2 Luke Rockhold vs #1 Yoel Romero – 🏆 185 lbs

Sobotnią galę zwieńczy niezwykle trudne do wytypowania starcie. Obaj zawodnicy posiadają olbrzymie umiejętności w pewnych aspektach, z kolei niedomagają w innych. Według mnie najgroźniejszą bronią Luke’a Rockholda jest parter – gdy obali rywala, potrafi wyrządzić mu wielką krzywdę. Jego kontrola walki w parterze stoi na niewiarygodnie wysokim poziomie, bez większego trudu przechodzi pozycje, atakuje poddaniami i przede wszystkim zasypuje ich morderczym ground and pound. Sęk w tym, że Romero posiada doskonałe zapasy i moja brew uniesie się wysoko, jeśli w początkowej fazie pojedynku Rockhold da radę przenieść walkę do parteru. Obaleń prawdopodobnie spróbuje jednak Romero, a skoro nieco słabszy od Yoela zapaśnik w osobie Chrisa Weidmana kilkukrotnie obalił Rockholda, to również Żołnierz Boga powinien być w stanie punktować w taki sposób. Oczywiście, pod warunkiem, że będzie się miał na baczności w każdej, spędzonej na ziemi sekundzie, a obalenia będą jedynie dodatkiem, a nie całym planem na walkę.

Przypuszczam jednak, że znaczna większość pojedynku będzie toczyć się w stójce. Walczący z odwrotnej pozycji Amerykanin lubuje się w potężnych, wyprowadzanych z obu nóg kopnięciach. Uważam, że największym atutem w stójce Luke’a jest lewe, okrężne kopnięcie na korpus, które z uwagi na fakt, że Romero również jest mańkutem będzie… praktycznie bezużyteczne. To oczywiście tylko jedna z wielu broni Rockholda, który z chęcią wyprowadza także kopnięcia niskie i wysokie. Sporym problemem Amerykanina jest defensywa bokserska. Mimo, że Rockhold potrafi dosyć ciekawie kontrować prawym sierpem, pod presją gubi rytm i bezładnie wycofuje się z półdystansu. Szczególnie rzuca się w oczy jego nisko trzymana prawa ręka, która praktycznie w żaden sposób nie wspiera zasieków obronnych zawodnika. Nawyk ten Rockhold przypłacił nokautem z rąk Michaela Bispinga oraz olbrzymimi problemami z Davidem Branchem.

Żołnierz Boga posiada wszystkie umiejętności, aby stać się koszmarem Rockholda. Odwrotnie ustawiony Kubańczyk czaruje rywali prawą ręką, rozpraszając ich i markując swoje zamiary. Cennym dodatkiem mogą być wyprowadzane przez niego kopnięcia na kolano, które powinny temperować ofensywę Amerykanina. Yoel jest niezwykle dynamiczny, łamie rytm i w ułamku sekundy potrafi zaszarżować na rywala z nieoczekiwanego kąta. Problem Romero stanowi jego przeciętna kondycja, przez co zawodnik ten bywa przeraźliwie pasywny. Niezależnie jednak, czy Kubańczyk atakuje rękami, kopnięciami na korpus czy kolano, w swoich poczynaniach jest bardzo szybki i zdecydowany.

Obaj zawodnicy mają niezbędne atuty, aby wygrać tę walkę. Myślę, że aktywność Rockholda pozwoli mu punktować u sędziów, choć w każdej chwili Romero będzie o jeden mocny cios od zwycięstwa. Sporą niewiadomą stanowi jednak również forma i kondycja Amerykanina – od czasu wejścia Amerykańskiego Systemu Antydopingowego USADA, Rockhold stoczył zaledwie trzy pojedynki. W starciu z Weidmanem był wycieńczony w trzeciej rundzie, natomiast walki z Bispingiem i Branchem udowodniły, że Luke jest kruchy defensywnie i znacznie wolniejszy, niż kiedyś. Będzie to też jego drugi pojedynek poza American Kickboxing Academy – obecnie Rockhold trenuje pod okiem Henriego Hoofta. I choć Hooft jest świetnym trenerem, nie sądzę, by zmiana sparingpartnerów z Daniela Cormiera i Caina Velasqueza na Volkana Oezdemira i Michaela Johnsona była rozsądnym rozwiązaniem.

Ostatecznie postawię na to, że Żołnierz Boga odniesie kolejne zwycięstwo przez nokaut. Yoel Romero KO

Yoel Romero 55-45 Luke Rockhold

Yoel Romero – USA TODAY Sports/Adam Hunger

#9 Curtis Blaydes vs #5 Mark Hunt – 265 lbs

Technicznie Mark Hunt jest jednym z najlepszych strikerów w królewskiej kategorii UFC, lecz znajduje się na ostatniej prostej przed emeryturą. Nowozelandczyk słynie z ciężkich rąk i żelaznej szczęki; zwykle wywiera presję na rywalach, próbując zamknąć ich pod siatką. Często wyprowadza po 2-3 lewe proste/sierpowe, po których dokłada potężny prawy prosty. Mimo obłej postury, Hunt jest szybki i lekki na nogach, wyprowadza mocne low kicki oraz kopnięcia na korpus. W ostatnich latach mocno poprawił defensywne zapasy oraz parter, jednak nadal nie są one na wysokim poziomie. Faktem jednak jest, że 44 letni Hunt czasu nie oszuka; ostatnie występy pokazały, że Nowozelandczyk nie jest już ani tak szybki, ani wytrzymały, jak niegdyś.

Po drugiej stronie klatki stanie 17 lat młodszy, 15 cm wyższy i posiadający 27 cm przewagi zasięgu Curtis Blaydes. Amerykanin ochoczo posługuje się lewym prostym, za którym zwykle podąża długi prawy. Atakuje również przy pomocy kopnięć low kicków, middle kicków oraz kolan. Najważniejszą bronią Curtisa są jednak zapasy – zawodnik ten obala zarówno z klinczu, jak i wejściem w nogi, a na pochwałę zasługuje jego umiejętność wyczucia odpowiedniego momentu. Do tej pory zapasy zawiodły Blaydesa jedynie w starciu z Danielem Omielańczukiem, choć nawet w tym pojedynku pozwoliły mu dociskać rywala do siatki i wygrać pojedynek przy pomocy brudnego boksu. Amerykanin nie stroni od wymian w stójce i na swoje nieszczęście zbiera wiele ciosów, choć trzeba przyznać, że jego szczęka jest naprawdę wytrzymała.

Myślę, że większość walki będzie toczyła się w stójce, gdzie przewaga zasięgu pozwoli Blaydesowi prowadzić wyrównany bój. Amerykanin jednak zaprzęgnie do działania zapasy, które pozwolą mu sprowadzać rywala do parteru, lub przynajmniej skontrolować go pod siatką. Nie opadnie mi jednak szczęka, jeśli Hunt zdoła ustrzelić Blaydesa, lub przy pomocy wątpliwej jakości sędziów punktowych wygra to starcie. Curtis Blaydes decyzja

Curtis Blaydes 65-35 Mark Hunt

Curtis Blaydes – USA TODAY Sports/Mark J. Rebilas

Tai Tuivasa vs Cyril Asker – 265 lbs

Tai Tuivasa (MMA 6-0) nie jest szczególnie zaawansowanym technicznie zawodnikiem. Australijczyk rzuca głównie mocne, pojedyncze ciosy, czasami atakuje korpus rywala. Trzeba jednak przyznać, że jak na swoje 120 kg jest dosyć szybki. Tuivasa chętnie korzysta z kolan – przede wszystkim w klinczu, choć nie boi się ich korzystać z nich również w półdystansie, jednym z nich nokautując Rashada Coultera. Najlepiej radzi sobie w półdystansie, gdy może robić użytek z sierpów i łokci. Jego największym mankamentem wydaje się być grappling. Z niewiadomych przyczyn Australijczyk czasami próbuje udawać zapaśnika, przez co podczas próby wycięcia Coultera oraz rzutu Jamesem McSweeney’em, obalał samego siebie.

Rywalem Australijczyka będzie przeplatający zwycięstwa z porażkami Cyril Asker (MMA 9-3). Francuz jest agresywnie walczącym grapplerem, który chętnie wdaje się w wymiany bokserskie. Jego technika w stójce jest przeciętna, garda dziurawa, ale szczęka dosyć mocna. Zapasy Askera nie należą do najlepszych, ale jeżeli już obali rywala, całkiem sprawnie przechodzi pozycje i obija go ciosami. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że gdyby tylko chciał, Francuz bez problemu mógłby zejść do kategorii półciężkiej.

Uważam, że obaj zawodnicy należą do nizin kategorii ciężkiej. Mimo, że zapasy Australijczyka napawają mnie trwogą, szczęka Askera działa jak magnes na pięści rywali. Postawię na to, że Tuivasa odniesie drugie z rzędu zwycięstwo, choć wcale nie zdziwi mnie, jeśli Francuz przeniesie walkę do parteru i ubije rywala. Tai Tuivasa KO

Tai Tuivasa 60-40 Cyril Asker

Tai Tuivasa – USA TODAY Sports/Christopher Hyde

Jake Matthews vs Jingliang Li – 170 lbs

Jingliang Li (MMA 14-4) jest agresywnym i świetnym kondycyjnie strikerem. Nieustannie dąży do wymian, a jego znakiem rozpoznawczym jest lewy sierp, służący mu zarówno do inicjowania ataku, jak i przede wszystkim do kontrowania rywali. Chętnie korzysta z kombinacji 2-3 ciosów, czasami obijając również korpus rywala ciosami prostymi. Potrafi mocno kopać zarówno z wykrocznej, jak i zakrocznej nogi, choć wyprowadza przede wszystkim low kicki. Jingliang cierpi na tzw kompleks Almeidy – jego defensywa jest dziurawa jak szwajcarski ser i bywa naruszany w stójce przez znacznie słabszych rywali. Potrafi jednak szybko się zregenerować i bez kompleksów walczyć dalej. Chińczyk posiada dobrą obronę przed klasycznymi wejściami w nogi, choć miewa problemy w klinczu. Jeśli już walka dojdzie do parteru, szybko próbuje wstawać lub sweepować rywali. Od czasu do czasu sam również przenosi walkę do parteru.

Po drugiej stronie klatki stanie Jake Matthews (MMA 11-3), którego głównym celem będzie przeniesie walki do parteru. Australijczyk atakuje głównie pojedynczymi ciosami, czasami kopie na korpus, co jest jedynie zasłoną dymną przez grapplingiem. Mimo, że Matthews uparcie dąży do obaleń, nie sądzę by odnosił w tej płaszczyźnie sukcesy – jego wejścia w nogi są sygnalizowane. Australijczyk lepiej sobie radzi jednak pod siatką, gdzie w przeszłości miewał problemy Jingliang. Wątpię, jednak by udało mu się poddać Chińczyka, bo nawet w kategorii lekkiej Matthews odstawał siłowo od rywali, a Jingliang jest zawodnikiem, który mimo wszelkich przeciwności, będzie walczyć do końca.

Myślę, że mimo początkowych problemów, Li zajedzie kondycyjnie rywala, być może nawet ubijając go przez techniczny nokaut. Nie wykluczam jednak, że przy pomocy obaleń pod siatką i kontroli w parterze, Matthews da radę wymęczyć wygraną przez decyzję sędziów. Jingliang Li TKO

Jingliang Li 65 – 35 Jake Matthews

Jingliang Li – USA TODAY Sports/David G. McIntyre

Comments

comments

Własnez-Latest news

Odpowiedz